Moja pierwsza wizyta na Kubie
Już początek był niemałym zaskoczeniem: na lotnisku przywitał nas Pan o bardzo ciemnej karnacji (rodowity obywatel Kuby), który płynnym polskim zapytał o przebieg lotu i pierwsze wrażenia. Okazało się, że spędził trzy lata na studiach w Polsce i choć było to przeszło piętnaście lat temu zachował i pielęgnował znajomość języka, i nie tylko, posiadał bardzo aktualną wiedzę na temat tego co się w Polsce dzieje. Bystry i inteligenty, mówiący po polsku i zakochany w swoim kraju, był rewelacyjnym przewodnikiem. Początek był dobrą (i sprawdzoną) wróżbą dla mojej wycieczki.
Wycieczka była zaplanowana zaledwie na kilka dni, pięć dni zwiedzania i szósty - lenistwo na plaży w Varadero. Trochę to był maraton i wkradła się pewna pobieżność, ale pozwoliło wyzwolić apetyt na bliższe poznanie kraju przy kolejnej wizycie. Czyli udało mi się zwiedzić zaledwie kilka miejsc w zachodniej części kraju gdzie głównymi punktami były Hawna, Varadero i Trinidad. Podróż odybywała się klimatyzowaną taksówką, jako, że wycieczka była zaledwie dwuosobowa. Komfort jazdy był bardzo istotny, bo przemieszczając się z miejsca na miejsce sporo czasu spędzałam w podróży. Nie był to czas stracony; widoki godne podziwu i świetna okazja do zrobienia zdjęć. Zachłysnęłam się Trynidadem; brukowane uliczki, wzdłóż których ciągną się domy w stylu kolonialnym, mały urokliwy ryneczek i co zaskakiwało, brak tłumów turystów. Taka enklawa na końcu świata; chętnie pospacerowałabym tam dłużej i niewątpliwie do tego miejsca wrócę.
Ponieważ przemieszczałam się w ciągu tych kilku dni intensywnie, więc oczywiście wymagało to zmian miejsca zakwaterowania. Tak więc miałam okazję zapoznać się ze standardem trzech hoteli: Comodora w Hwavanie, oraz dwóch z sieci Brisas: pod Trinidadem i w Varadero. Wyjeżdżając na Kubę skrupulatnie zapoznałam się za pośrednictwem internetu z informacjami na temat warunków w jakich przyjdzie mi spędzić urlop. Mroczne to były informacje, więc byłam przygotowana na 'najgorsze'... Było więc pewnym zaskoczeniem, że standard jest całkiem przyzwoity, w mojej ocenie nie odbiegał od hoteli trzy gwiazdkowych w Europie. Było czysto, klimatyzacja działała bez zarzutu (co było nie bez znaczenia biorąc pod uwagę panujące upały) a podejrzliwie przeze mnie oglądane prześcieradła nie posiadały żadnych dziur i były śnieżno białe.
A co ostatecznie sprawiło, że zakochałam się w Kubie bez pamięci; to Ocean.... Nigdy wcześniej nie zetknęłam się z wodą, która byłaby tak doskonała w kąpieli, piasek super drobny i delikatny, a widoki... Wieczorem niebo na horyzoncie zaciągało się chmurami, a za nimi gdzieś daleko szalała burza. Czyli ja stałam na plaży, w miejscu idealnie spokojnym, a przede mną odgrywał się absolutnie rewelacyjny spektakl. Tego nie da się opowiedzieć, to po prostu trzeba zobaczyć osobiście. Prawdziwego wrażenia nie oddają również zdjęcia, a zrobiłam ich w ciągu zaledwie godziny około dwieście.
Hm, ale samymi widokami człowiek się nie nakarmi.... Jakie więc było moje zetknięcie z kuchnią kubańską? Lokalne potrawy nie pieściły mojego podniebienia; głównie wieprzowina (gotowana), kukurydza, surówka ze świeżej kapusty, fasola.... nie prowokowało to kłopotów żołądkowych, czyli było bezpieczne, ale na pewno nie smaczne. Cóż taki mały kompromis:).
Ta wycieczka była moim drugim doświadczeniem z Konsorcjum Polskich Biur Podróży. Obie wycieczki zagraniczne, ta poprzednia do Peru (również baaaardzo polecam) jak i ta na Kubę były zorganizowane idealnie i zgodnie z moimi oczekiwaniami... a oczekiwania mam dość wysokie:)
Pozdrawiam serdecznie wszystkich pracowników Konsorcjum Polskich Biur Podróży.
Ewa Zając
Łódź
Zwiedzanie
Wypoczynek
Fly & Drive
Rejsy
Spa i Ayurveda
Pielgrzymka
Sport
Śluby
Nurkowanie
City Break













